#WITAMINA D

Jeśli jesteś starą onko-wyjadaczką, zapewne o konieczności suplementowania się witaminą D słyszałaś już nie raz.
Jeśli dopiero zaczynasz swoją onkoprzygodę, być może złapałaś lekkie zdziwko, bo  ta witamina kojarzy Ci się bardziej z kropelkami podawanymi niemowlętom, aby zapobiec krzywicy.

Ale spoczko, wszystko tutaj pasuje do siebie i wszystko się zgadza! 😉
Witamina D poprawia przyswajanie wapnia i kieruje go tam, gdzie jest potrzebny.
To może być istotne nie tylko dla szybko rosnących niemowlaków, ale i dla onko-pacjentek po wymuszonej (lub naturalnej) menopauzie narażonych na osteoporozę, prawda?

Jednak witamina D jest dla nas szczególnie ważna przede wszystkim z innego powodu:
bardzo wydajnie wspomaga pracę układu odpornościowego.
A układ odpornościowy to nasz główny sprzymierzeniec! Nasza tajna broń, nasz czarny koń!
Nie tylko w walce z samym rakiem, ale też ochrania nas przed innymi infekcjami i stanami zapalnymi, które grożą naszemu ciału, osłabionemu chorobą i leczeniem.


Ponadto pomaga w prawidłowym funkcjonowaniu mięśni oraz uczestniczy w regulacji cyklu komórkowego i apoptozy. To dziwne słowo oznacza ni mniej ni więcej: samobójstwo komórki.
I choć jakoś nie brzmi to dobrze, zwłaszcza kiedy dodam, że to takie samobójstwo zaplanowane, niejako z premedytacją 😉 to jednak bardzo potrzebne w kontekście naszego zdrowia, w sensie: „lepiej się zabiję, niż miałabym zmutować i narobić problemów”.

Ponadto witamina D ma zaskakująco duży wpływ na układ nerwowy: może odgrywać rolę w zapobieganiu i łagodzeniu objawów depresji oraz innych chorób neuropsychiatrycznych. Serio!
A ponieważ nasze samopoczucie po diagnozie bywa lekko (a czasem nawet bardzo) depresyjne – warto przeciwdziałać także na poziomie molekularnym.

Mam nadzieję, że to wystarczy, aby Was przekonać do konieczności dbania o właściwy poziom tej magicznej witaminy.
Jako ciekawostkę dodam, że z punktu widzenia biochemicznego w organizmie to D3 nie jest witaminą tylko hormonem, albo prohormonem

A skąd mamy wiedzieć, że mamy właściwy poziom i jaki to właściwie poziom?

Otóż najlepszą praktyką każdej świadomej Onkoprzygodówki przed rozpoczęciem jakiejkolwiek suplementacji, jest przebadanie poziomu danej witaminy lub pierwiastka.

Tym razem potrzebujemy zbadać stężenie metabolitu 25(OH)D3 we krwi.
To badanie wykonasz w cenie ok 100 zł w Diagnostyce, lub nieco taniej na longevityplus.pl (dawniej: zdrowegeny.pl ).

A może uda Ci się namówić swojego onkologa lub lekarza rodzinnego na skierowanie 😉
Wynik pokaże jak bardzo intensywnie powinnaś się zacząć wspomagać.

Widełki laboratoryjne wskazują normę w przedziale  30-60 ng/ml .
Wszystko co poniżej uznawane jest za niedobór.
Optymalnie u zdrowego człowieka poziom powinien wynosić 50-60 ng/ml.
Aby utrzymać taki poziom wystarcza suplementacja w dawkach 1000–2000 UI – czyli tyle ile znajdziesz w jednej kapsułce leku z apteki.

Badania pokazują, że pacjenci onkologiczny potrzebują jednak mocniejszego wysycenia witaminą D, oscylującego wokół 80-100 ng/ml.
Aby osiągnąć taki poziom należy to robić w sposób bardzo przemyślany.
Żadna ze znanych mi dietetyczek nie zaleca suplementacji dużymi dawkami witaminy D3 na własną rękę.

Należy też pamiętać, że nasza D-bohaterka lubi wesołą kompanię 😉

Szczególnie ceni sobie towarzystwo:
witaminy K2 Mk7,
magnezu 
witaminy A,
oraz zdrowy tłuszcz.

Taki zestaw znajdziecie w preparatach ADEK – jednak zachowaj ostrożność! Jeśli weźmiesz za dużo tego suplementu, aby szybko podnieść witaminę D, jest ryzyko, że automatycznie podniesiesz też poziomy witaminy A i E – a ich przedawkowanie może mieć toksyczny wpływ na Twój organizm!
Na rynku znajdziesz zestawy D3 + K2 MK-7, a witaminę A lepiej brać dodatkowo, plus obowiązkowo magnez.
No i pamiętajcie, że D3 lubi tłuszczyk, więc w sumie optymalnie byłoby łykać w kroplach, na przykład na bazie oliwy albo spożywać z posiłkiem bogatym w tłuszcze.

WAŻNE!!
Stosowanie suplementacji musi być konsekwentne i długoterminowe. Nie wystarczy, że łykniesz witaminkę przez tydzień i zapomnisz. W tym wypadku mówimy raczej o dożywotniej suplementacji 😉
Chociaż witamina D – to „tylko” suplement, musimy pamiętać, że ona także może wchodzić w różne, niekoniecznie pożądane, interakcje z innymi lekami.

NA CO UWAŻAĆ:

Jeśli przyjmujesz leki takie jak:
– diuretyki,
– digoksyna,
– diltazem,
– veramapil,
– steroidy,
– leki na padaczkę, (takie jak fenobarbital i fenytoina),
– cholestyramina
nie przyjmuj dużych dawek witaminy D, lub każdorazowo zapytaj farmaceutę o możliwe interakcje!!!
Jeśli przyjmujesz antacydy (leki neutralizujące kwas solny w żołądku) – przyjmuj je w kilkugodzinnym odstępie od witaminy D, ponieważ zwiększa ona przyswajalność aluminium, które znajduje się w tych lekach (a nie chcemy truć się bardziej niż to konieczne!).

Szczególną ostrożność przy suplementacji witaminą D3 należy zachować, jeśli cierpimy na sarkoidozę, a także inne choroby współistniejące, np. kamicę nerkową lub miażdżycę.

Ważne też czy mamy sprawnie działające przytarczyce oraz tarczycę.

Osoby z  wysokim BMI powinny wiedzieć, że witamina D odkłada się w tkance tłuszczowej i wówczas mniej jej trafia do krwioobiegu. Dotyczy to  zwłaszcza osób z otyłością brzuszną, ponieważ właśnie tam gromadzi się najwięcej tkanki tłuszczowej. Powinny one przyjmować wyższe dawki witaminy D, najlepiej po konsultacji z dietetykiem klinicznym.

GDZIE KUPIĆ ?
Możesz podejść do apteki i poprosić o preparat, który jest lekiem (a nie suplementem) wówczas masz pewność co do „zawartości witaminy w witaminie” 😉

Leki dostępne bez recepty:

VIGANTOL
IBUVIT D3 (w dawkach np. 2000 IU, 4000 IU)
Vigantoletten 1000,
Detritin (4000 IU)
lek dostępny na receptę: Devikap 4000; Devikap 2000

Możesz zakupić suplementy w sklepach internetowych. Każdy dietetyk ma swoje ulubione marki lub sklepy, którym ufa.

Znajome dietetyczki polecają zakupy np.
Magiczny Ogród https://www.magicznyogrod.pl/
Dr Natural: https://drnatural.pl

Ja stosuję Witamina K2 D3 Forte Progress Labs 30ml, zamiennie z ADEK tej samej firmy. Kupuję je na Allegro.
To witamina w kroplach (z oliwą z oliwek), łatwo się ją dozuje. Robię badania co kilka miesięcy i utrzymuję poziom wysycenia ok. 60, więc w moim przypadku najwyraźniej dobrze się przyswaja.

Witaminę D znajdziemy także w naszym jedzeniu.
Najlepszymi naturalnymi źródłami są:

Produkty zwierzęce: ryby (łosoś, dorsz, śledź), żółtka jaj, mleko i jego przetwory (sery), wątróbka.
Produkty roślinne: grzyby, drożdże (źródło D2).

No i oczywiście możemy się doładować poprzez słoneczko, ale i tutaj trzeba spełnić kilka warunków:

Pora dnia: Aby zsyntetyzować witaminę D, należy przebywać na słońcu przez około 15-30 minut w godzinach 10:00-15:00, kiedy promienie UVB są najsilniejsze.
Odsłonięta skóra: Należy odsłonić około 18% powierzchni ciała, czyli nogi i przedramiona (krótki rękaw i spodenki), a najlepiej też inne części ciała jak plecy czy brzuch.
Brak filtrów UV: Kremy z filtrem przeciwsłonecznym blokują proces syntezy witaminy D.
Karnacja: Osoby o ciemniejszej karnacji potrzebują dłuższego czasu na słońcu, by wytworzyć tę samą ilość witaminy.
Pora roku: W Polsce synteza skórna witaminy D jest skuteczna tylko od maja do września, gdy promienie słoneczne są wystarczająco silne.

Tak więc jak widzicie – wcale nie jest to taka prosta sprawa ale ufam, że się nie poddacie!

Wasze układy: odpornościowy, kostny i nerwowy – liczą na Wasze konsekwentne wsparcie <3

A tu jeszcze ciekawostka:
Z biologicznego i medycznego punktu widzenia witamina D₃ (cholekalcyferol) nie jest w rzeczywistości wcale witaminą a prohormonem steroidowym.
Decydują o tym:
-> Zdolność do syntezy:
Witaminy muszą być dostarczane z pożywienia, ponieważ organizm nie potrafi ich wytworzyć. Tymczasem ludzkie ciało potrafi samodzielnie zsyntezować witaminę D₃ w skórze pod wpływem promieniowania UVB.
-> Przemiany w organizmie:
Aby „witamina” zaczęła działać, musi przejść odpowiednie przemiany w wątrobie i nerkach. Dopiero tam powstaje jej aktywna biologicznie forma (kalcytriol), która działa jak typowy hormon, wpływając na pracę setek genów i receptorów w całym ciele.
-> Historyczny błąd:
Nazwa „witamina” została jej nadana przypadkowo na początku XX wieku przez odkrywców, którzy błędnie uznali ją za kolejny mikroskładnik pożywienia. Z racji powszechnego przyzwyczajenia, termin ten funkcjonuje do dzisiaj w powszechnej świadomości.

Dzisiejszy wpis sponsoruje literka D 😉

Większość informacji pochodzi z książki Justyny Posłusznej „Integralne podejście do chorób nowotworowych”, Korzystałam też z: www.medonet.pl oraz portalu Naturalnieozdrowiu.pl

grafika: internet

Pamiętaj, że autorka tekstu nie jest lekarzem ani farmaceutą. Żadna podana na blogu informacja, wskazówka, opinia czy porada nie stanowi diagnozy medycznej i nie może zastąpić profesjonalnej konsultacji lekarskiej. Wszystkie treści mają charakter wyłącznie edukacyjny i informacyjny.